Kolejna noc.
Bolało mnie serce, oczy, dłonie, usta. Wszystko, co pozwalało mi ranić innych.
Czułam się taka skrępowana, cały świat, który mnie otaczał, kazał mi udawać kogoś innego.
Kazał kłamać, umierać po cichu.
Nienawidzilam go za to. Chciałam umrzeć.
Pragnęłam śmierci, była jedyną rzeczą, która mogła sprawić mi ulgę, mogła sprawić mi szczęście..
okropne było to, że nie nawet na nią nie zasługiwałam.
Elena dumnie wypięła pierś do przodu i zaczęła sprawiać pozory pewnej siebie.
W głębi duszy była strasznie krucha i samotna.
Kochała białe anielskie skrzydła. Mimo, to musiała zabijać je z pełną premedytacją.
Ujeła w dłoń notatnik i podeszła do samochodu.
Zajrzała do środka, wpatrując się w przejezdnych.
W środku poczuła uczucie, jakby ktoś rozszarpywał jej wnętrzności.
Nie potrafiła. W oczach zbierały jej się łzy.
W samochodzie siedziała rodzina aniołów.
Byli tacy szczęśliwi, nieświadomi śmierci, która miała spotkać ich za kilka minut.
Nie powiedziała słowa.Wiedziała, że za chwilę, będzie musiała wydać kilkanaście okrutnych ciosów.
Odwróciła się. Spojrzała po kolei na każdego z nas.
Widzieliśmy jak cierpi,wszyscy odczuwaliśmy to samo.
-Proszę wysiąść.-Powiedziała łamiącym się głosem.
Zdezorientowany kierowca spojrzał na nią zdziwiony, po czym opuscił samochód, wraz z żoną i dwójką roześmianych dzieci.
Chwilę później, wycierałam z zimnego betonu krew.
-Madeleine.
Usłyszałam cichy głos dochodzący zza kwiecistej furtki.
Rozejrzałam się dookoła. Jedynie Edward, pilnował wraz ze mną, nieobecnie wpatrując się w gwieździste, okalane mgłą niebo.
-Edward...-Szepnęłam chwytając furtki zza której dochodził głos.
Spojrzał na mnie, nadal zamyślony.
-Za chwilę wrócę.
Kiwnął głową i odwrócił wzrok.
Każdy z nas był przegrany. Każdy z nas pragnął uciec. Każdy wiedział, że nigdy nie będzie lepiej.
Wyszłam za posterunek, prosto do nocnego ogrodu.
Był jedyną rzeczą, podczas której zapominałam o swoim przeznaczeniu.
Księżyc rzucał ledwo widoczny jasny promień, oświetlając niektóre kwiaty.
Usiadłam na ławce. Wydawało mi się, że to z ogrodu dochodził wołający mnie szept.
-Madeleine...
Ku mnie podążał Sebastian.
W świetle nocy, wyglądał niesamowicie.
Przypominał mi mrocznego elfa, spacerującego nocą leśnymi ścieżkami.
-Zapomniałaś już o mnie?-Zapytał smutno, siadając obok mnie.
-Sam wiesz, że pragnę śmierci. Mój umysł przepełniają błądzące po mózgu myśli. Nienawidzę tego życia, gardzę nim. Każda chwila..obrzydza mnie, sprawia,że cokolwiek się wydarzy, wspomnienia tego co robię każdej nocy wrócą...Znasz to potforne uczucie?
Spojrzał na mnie niczym anioł. Widział w moich słowach, oczach, gestach straszne cierpienie.
Widział wszystko co czułam.
Chwycił moją dłoń w ręce i przyłożył ją do własnego serca.
-Jesteś jedyną osobą, która pomaga mi funkcjonować. Gdyby nie ty...
-Dawno pragnął byś umrzeć?-Mówiłam jak maszyna. Nie słyszałam, własnych, okrutnych słów.
-Tak.
Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Ciemność to utrudniała, lecz sami doskonale wiedzieliśmy, że była naszym jedynym sprzymierzeńcem.
-Dziękuję, że jesteś Sebastian.-Wyszeptałam, ze łzami w oczach.
Po chwili poczułam jego, ciepłe dłonie otulające moje drobne ciało.
-Ja też dziękuję, Madeleine.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz