:)

poniedziałek, 25 listopada 2013

II

Kiedyś było inaczej.
Nie miałam normalnego dzieciństwa, jak każdy stróż Nocy, lecz porównując do dzisiejszego życia było wspaniale.
Od zawsze wychowywano nas na zimnych, złych ludzi.
Wydawało im się, że to wystarczy abyśmy w przyszłości bez trudu zabijali dziesiątki cudownych istot dziennie. 
Wśród wszystkich innych stróży  miałam tylko jedną przyjaciółkę.
Helen.
Tęsknię za nią do dziś.
Była świetną przyjaciółką. Jako jedyna z nas wszystkich, potrafiła nie myśleć o tym czego się uczy i jaka przyszłość ją czeka.
Jako jedyna,  sprzeciwiła się losowi, w wieku zaledwie piętnastu lat.
Zakochała się i odeszła do Krainy Miłości.
Kraina miłości, brzmi jak niebo, prawda? Lecz w rzeczywistości, jest to piekło na Ziemi.
Sprzeciwiasz się swojemu przeznaczeniu, podczas zakochania się w aniele.
Następnie odchodzisz w krainę miłości. Gdzie na Twoich oczach, ukochany lub ukochana zostaje brutalnie torturowana i zamordowana. To samo dzieje się z tobą, a zaklęcie nieśmiertelności znika.
Często płakałam po nocach, myśląc o tym że taki los spotkał Helen.
Była najwspanialszą dziewczyną, jaką znałam. Jej uroda..nawet nie określę, jak piękna była.
Przypominała  skryty, dojrzały i cudowny kwiat.
Który w swej własnej samotności, znajdował piękno i wykorzystywał je w każdym aspekcie.
Pamiętam...że miała niesamowicie piękne, fiołkowe oczy. Przypominały magiczne zwierciadła.
Mogłam godzinami się w nie wpatrywać. A chwilami nawet, wydawało mi się, że hipnotyzują.
Kochałam jej uśmiech. Kochałam patrzeć jak się śmieje, jak jest radosna. Jako jedyna, tak często się uśmiechała, potrafiła zauważać wszystko co piękne, choć tak niezauważalne.
Ona jako jedyna wierzyła...wiara w miłość poprowadziła ją do piekieł...które wybawiały.

-Słyszałam, że w najbliższym czasie Król Nocy ma przemówić. -
Florence ujęła w dłonie jeden z polnych kwiatów i pozbawiała go zwiędłych liści.
Poczułam niemiły chłód bijący od stróżów, gdy usłyszeli wieści Florence.
-Skąd to wiesz? -Edward wyprostował się nerwowo i pochwycił w ręce paczkę papierosów i zapałki.
Florence przyglądała mu się badawczo. Po chwili odpowiedziała smutno:
-Kontaktowałam się dzisiaj ze stróżami po drugiej stronie. Za niedługo, mija rok od ostatniej wizyty.
Zapewne nas odwiedzi.
Wśród nas zapanowało wstrętne milczenie. Każdy kalkulował jak bardzo nienawidzi Króla.
Edward wyszedł z papierosem w dłoni. Pyrchając ze wściekłością.
To przez Króla Nocy świat jest taki potworny. To on stworzył to piekło. A my byliśmy jego szatanami.
-Z roku na rok..jest coraz gorzej. -Zaskomliła cicho Sophie.
Sebastian ujął delikatnie moją dłoń. Widział jak powstrzymuję łzy. Wizyty Króla Nocy, znaczyły, większe zło niż dotychczas.
-Uśmiechnij się Magg.
-Nie potrafię...-mruknęłam chowając twarz w dłoniach.
Było już późno. Za kilka godzin rozpoczynało się stróżowanie.
Po wieści Florence, zaczęły się przygotowania. Sflustrowani, zaczęliśmy przeglądać dokumenty, notatki, raporty. Odwiedziny Króla Nocy, oznaczały sprawdzenie, czy zabijamy.
Jakie to szlachetne.
Postanowiłam, że za chwilę pomogę pozostałym. Wiedziałam, że muszę komuś powiedziec o tym co leży mi na sercu.
Weszłam do Ogrodu Nocy.
Matthew stał z Edwardem, palili w ciszy.
Od zawsze zdawałam sobie sprawę, z miłości Matt'a. Kochał mnie od wczesnego dzieciństwa.
Zawsze chciało mi się płakać, gdy zdawałam sobie sprawę, jak bardzo muszę go ranić. Jak cierpi. Jak przez długich kilkanaście lat, nie odwzajemniałam jego uczuć...I nadal nie odwzajemniam.
Był bratem Helen. Na początku, nie potrafiłam nawet spróbować ich odwzajemnić, bo bałam się reakcji przyjaciółki. Wiedziałam, że taka nie jest lecz...serce nie pozwalało mi pokochać jej brata.
Teraz, nie potrafiłam zrobić tego o stokroć silniej niż wtedy. Każde wspomnienie Helen doprowadzało mnie do łez. Co dopiero miałabym kochać najbliższą jej osobę...
-Matt...
-Tak? -Zapytał smutno
-Możemy porozmawiać? -Nerwowo zaczęłam ugniatać palce.
Kiwnął głową i wyrzucił niedopałek papierosa w trawę. Po czym udał się wraz ze mną na spacer wgłąb Ogrodu.
-Coś się stało? -Spytał przeczesując dłonią jasne włosy.
Wzięłam głęboki oddech. Po chwili spojrzałam mu prosto w oczy.
-Chodzi o Helen... -Głos mi się załamał. Poczułam szkło w przełyku.Nie potrafiłam już nic powiedzieć.
Spojrzał na mnie z nieukrywanym zdziwieniem. Po chwili spochmurniał i splótł ręce wokół ciała.
-Musisz znowu o niej mówić?
Wziełam głęboki oddech. Wiedziałam, że wspomnienia ranią bardzo...bardzo mocno.
-Chodzi o to...że nie potrafię o niej zapomnieć. Minęły już cztery lata...a ja nadal okropnie ją kocham. W każdej chwili...zastanawiam się, czy może nie udało jej się uciec?
Tak żałośnie się łudzę..Jezu..po co ja ci zawracam głowę...przepraszam Matt.-Wyznałam rozgoryczona powoli odchodząc.
-Zaczekaj...-Zatrzymał mnie cicho.
Zatrzymałam się i spojrzałam na jego zaniepokojone fiołkowe oczy.
Były takie same...dopiero teraz zauważyłam.
Tak bardzo zakuło mnie w sercu, że nie potrafiłam złapać oddechu.
Każda komórka ciała sprzeciwiała się tak nieuniknionym wspomnieniom...każda błagała o powrót Helen.
Widziałam ją przed sobą.
Nasze wspólne zabawy, podczas niepatrzenia Profesorów Nocy.
Wymyślanie wspaniałych bajek o tym jak by to było być aniołem...
Wspólne witanie wiosny. Obie kochałyśmy wschodzące zza gór słońce, pierwsze podczas wiosny.
Kochałyśmy powiew chłodnego wiosennego wiatru, zakwitające wrzosy i żonkile.
Przyrodę budzącą się do życia.
Tak bardzo to wszystko kochałyśmy, mimo, iż nie miałyśmy najmniejszego prawa.
Nasz pierwszy rok w stróżowaniu.
Wspólne wspieranie się pomogło nam w przetrwaniu pierwszych tygodni czynów w  piekle.
Pamiętam...jak została zabrana. Tak bardzo krzyczała. Tego samego dnia, jeden z profesorów nakrył ją na pocałunkach z aniołem. Wieczorem, na oczach wszystkich została brutalnie pobita przez Króla Nocy. Gdy straciła przytomność, jego słudzy, jak ostatniego śmiecia wynieśli ją do Krainy Miłości.Do oczu napływały mi pełne rozpaczy łzy. Upadłam na twardą ziemię i wybuchnęłam niesamowitym szlochem. Czułam dłonie Matt'a próbujące mnie pocieszyć, lecz słów nie słyszałam.
Krzyk Helen zabraniał mi słuchać innych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz